MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

O wszystkim i o niczym ;)

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 01 sty 2018, 8:36

Radziwiłowicz: Mam poczucie, że jest mi odbierana wolność. Kim jest Kaczyński, żeby mówić, co mi wolno?
Angelika Swoboda



Agresja wobec ludzi innych niż większość społeczeństwa była od dawna. Tylko teraz nagle okazało się, że wolno. A władza nie ukręca temu łba u podstaw - mówi Jerzy Radziwiłowicz. Film ''PolandJa", w którym gra, pokazuje Polaków jako ksenofobów.

W filmie "PolandJa" sporo narzekamy, jesteśmy ksenofobiczni, czasem leniwi. Tacy właśnie my, Polacy, jesteśmy?

- Również tacy, ale nie tylko. Pani uogólnia. To tak jakby oczekiwać, że jeden fakt wyjęty z książki opisze całą rzeczywistość. Tak podchodząc, po każdym filmie możemy powiedzieć, że u nas jest tak, jak tam pokazano. Sprawę należy stawiać inaczej. Zapytać: "co chce nam opowiedzieć reżyser", a nie "czy trafnie opisał całą polską rzeczywistość". Reżyser "PolandJa" opowiedział to, co pani streściła, bo akurat to go zajmuje i niepokoi. Zapytam panią ja - czy nie ma w Polsce ksenofobii?

Moim zdaniem ostatnio owszem - jest.

- Ostatnio, czyli od kiedy?

Mam wrażenie, że się nasiliła przez ostatni rok.

- Ujawniła się. Przecież tego typu zdarzenia miały miejsce od dawna. Tylko teraz nagle się okazało, że wolno. Że niestety wolno. Pamięta pani niedawne ataki agresji wobec ludzi wyglądających inaczej niż większość społeczeństwa? Wobec mówiących w innym języku? Pamięta pani to pobicie w Warszawie profesora, który w tramwaju mówił po niemiecku? Zbrodnia straszliwa. Ludzie obecnej władzy mają na to odpowiedź lekceważącą, umniejszającą. Że to wybryk jakiś. A przecież to są przestępstwa, bo zwykle jest to agresja nie tylko słowna, ale również fizyczna. I jest przyzwalający na to klimat.

Czyli konkretnie?

- Nie robi się tego, co należałoby zrobić, czyli ukręcać temu łeb u podstaw. No i ksenofobia się niestety rozwija - musimy wysłuchiwać różnych ludzi, którzy bez żadnej żenady się w taki sposób wypowiadają. A władza nie zwraca im uwagi na to, że już same te wypowiedzi mogą być zakwalifikowane jako przestępstwo.

Ma pan ma myśli księdza Międlara?

- Na przykład jego. Czy innych narodowców. Jeżeli próbuje nam się wmawiać, że swastykę mamy traktować wyłącznie jako hinduski symbol pokoju, to robi nam się wodę z mózgu i próbuje przewrócić wartości, po prostu. Kto dziś w Europie ma takie właśnie pierwsze skojarzenie ze swastyką? Nikt, poza prokuratorem w Białymstoku. To jest właśnie ten klimat. To jest przyzwolenie. Ono się odbywa takimi gestami, takimi ruchami, takimi odzywkami. Tu nie chodzi już nawet tylko o ksenofobię. Jeżeli jeżeli minister spraw wewnętrznych z góry zapowiada, że podczas obchodów Święta Niepodległości 11 listopada będą prowokacje tych ludzi, którzy nie lubią władzy, to już wskazuje, kogo należy traktować jako prowokatora. To są ruchy, które wywołują u mnie odczucie, że my, obywatele, jesteśmy coraz mniej bezpieczni, ponieważ władza nie chce zapewnić tego, co powinna. Czyli bezpieczeństwa niewinnym ludziom.

Takie przyzwolenie może doprowadzić...?

- Do nieszczęścia. Bo pewne środowiska uznają, że wolno im więcej niż innym. I będą próbować tych innych karać w ten sposób, w jaki potrafią to robić - czyli bić. To jest najsmutniejsze i tego się obawiam. Bo wygląda na to, że ludzi będących dziś u władzy, którzy są za to przyzwolenie odpowiedzialni, zupełnie to nie niepokoi. Wręcz oburza ich, że można zwrócić uwagę komuś, kto kogoś bije, no co za bezczelność. Nie wiem, czy połapią się wtedy, gdy nastąpi prawdziwe nieszczęście. Chyba, że to nieszczęście byłoby im może po drodze? Nie wiem. Nie snujmy zbyt daleko idących przypuszczeń. Pozostańmy przy stwierdzeniu, że jest to niepokojące.

Może politycy liczą na to, że grupy, które nie boją się stosować przemocy, staną się bojówkami partii?

- Wiele na to wskazuje. Oczywiście po to, żeby ewentualnie mieć nacjonalistów po swojej stronie. Bojówki. Tak, bojówki, nie bójmy się tego słowa. Kiedyś ktoś musi walnąć pięścią w stół. Oni chętnie sami walną.

Albo poprą jakiegoś polityka, gdy ten walnie?

- Na przykład. Zrozumieją, że to sygnał do działań. I to jest w tym wszystkim niebezpieczne. To mnie niepokoi. Czuję, że w jakiś sposób daje mi się do zrozumienia: "Uważaj, bo różne rzeczy mogą się zdarzyć." Poza tym czuję się przez obecną władzę obrażany. Padają różne obelżywe słowa, także wobec mnie.

Jak to?

- Poniżani są ludzie, którym nie podobają się działania obecnej władzy i którzy wychodzą z tego powodu na ulicę. Niczego nie dewastują ani nikogo nie biją, a wyzywa się ich od zdrajców albo po prostu dehumanizuje. Jeżeli prezydent Duda mówi o ludziach z demonstracji KOD, że to są ci, którzy śpiewają "ojczyznę dojną racz nam wrócić panie", to mówi do mnie i o mnie. Bo ja chodzę na te demonstracje. I mnie to, co prezydent o mnie mówi, obraża.

Z kolei po grudniowych protestach pod Sejmem padały wobec protestujących określenia "dzieci ubeków".

Spróbujmy nie stracić w tym wszystkim jasności pojęć. Całe zamieszanie polega również na tym, żeby pojęcia, którymi operujemy, celowo zmienić, zabełtać. Pomieszać, co jest czym i co się czym nazywa. Nie poddawajmy się temu. Znajmy właściwe znaczenie słów. A to, że obraźliwe słowa płyną "z góry", od najwyższych urzędników w państwie i od ich szefa, to już inna sprawa.

"Szefa" czyli Jarosława Kaczyńskiego?

- Tak, bo przecież on jest szefem. Taki mają żart i jak się komuś ten żart nie podoba, to trudno.

Większości się jednak podoba. W ostatnim rankingu zaufania prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło znajdują się na szczycie.

- Jestem bardzo ciekaw, na czym polega na przykład to zaufanie do prezydenta. Co on takiego zrobił? Mniej niepokoi mnie to, co ci z władzy mówią i robią, a bardziej to, że ludziom się to podoba i część - duża - Polaków za tym idzie. To jest dziwne i niepokojące. No, ale gdyby im się nie podobało, to wynik wyborów nie byłby taki, jaki był.

Wkurza pana ta PolandJa, co?

- Z jednej strony budzi powyższy niepokój, z drugiej irytuje. No bo co można zrobić, jak prezydent czy premier palnie coś obraźliwego? Irytuje mnie to poczucie bezradności i ich bezczelność, knajactwo. Kiedyś Kaczyński zarzucał wszystkim innym, że są knajakami, bo on jest inteligentem. Otóż knajactwo jest przede wszystkim w nim samym. Cóż można na to poradzić? Tylko rozłożyć ręce.

Albo pójść zaprotestować.

- Z pełną świadomością, że potem prezes, premier, prezydent i minister spraw wewnętrznych powiedzą kim jesteśmy. Czyli nas zelżą. Albo będą ścigać. Bierzmy to pod uwagę.

Wedle logiki "szefa" ci źli, czyli przeciwnicy władzy, są knajakami, za to on i jego zwolennicy są "ludzkimi panami". Parę lat temu stwierdził pan, że w Polsce zaczyna "śmierdzieć faszyzmem".

- Łączę to wszystko w przykrą całość. I żeby nie mówić, że to było wyrwane z kontekstu - ta wypowiedź Kaczyńskiego trwała dobrych parę minut. "Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami" - odpowiedział na okrzyk z sali. To znaczy, że wzięli coś na własność.

Co wzięli?

Państwo. Nawet jeśli mu się to nieopatrznie wymknęło, to świadczy to o sposobie myślenia. Ja nie oczekuję od urzędnika państwowego, że będzie moim panem. Wręcz przeciwnie. Kaczyński akurat urzędnikiem nie jest, ale jest - w praktyce - premierem. Oczekuję od niego, że będzie społeczeństwu służył, a nie mówił, że jest panem. Może dziennikarze napiszą list do Kaczyńskiego z pytaniami, co taki pan może i czego się po nim spodziewać? Żebyśmy my, poddani wiedzieli, co mamy robić, żebyśmy się na to przygotowali.

Jak się to ma do wolności?

- Nijak. Nie rozmawiamy o wolności, tylko o niewolnictwie.

Ma pan poczucie, że ta wolność jest panu odbierana?

- Mam. Dlatego patrzę ze zdumieniem na rankingi zaufania i poparcia społecznego dla obecnej władzy. Bo wydaje się, że spora część społeczeństwa nie bierze tego, że nam odbiera się wolność, pod uwagę. Nie zajmuje się w ogóle myśleniem o tym. Nie wiem, czy wolność, która jest kwestią podstawową, wydaje im się marginalna? Zbędna? A od tego się wszystko zaczyna. Zastanawiam się, skąd się bierze taki sposób myślenia czy życia.

Może stąd, że po prostu niektórzy ludzie się tej wolności boją? Pisarka Herta Muller twierdzi, że tak właśnie jest.

- W latach 90. była taka dyskusja o wolności, która krążyła wokół "wolności od" i "wolności do". Otóż ta pierwsza jest łatwa, ale druga już nie. Trzeba sobie powiedzieć, do czego ona jest, coś określić, coś przed sobą postawić, coś ze sobą zrobić.

Być może niektórzy ludzie, którzy popierają rząd, właśnie tej wolności nie chcą. Być może na tym polega tęsknota za PRL-em, dziś już ciszej wyrażane. Tam wszystko było dokładnie uregulowane i w zasadzie wystarczyło tylko robić co należy i człowiek miał spokojne życie.

Nawet mu podpowiadano, ile może sobie kupić par butów czy ile zjeść mięsa, bo było na kartki.

- Tyle dylematów z głowy! Pamiętam, że za czasów mojej młodości mógłbym spokojnie uprawiać zdrową dietę. Mięsa zawsze brakowało, a dzisiaj proszę, jest go pełno. Gdzie ono się podziewało? W efekcie dodatkowo był dzień bez mięsa w poniedziałek, czyli dochodził drugi dzień oszczędności oprócz proponowanego przez Kościół piątku. Piękne, logiczne myślenie.

Zatem czego my się czepiamy?

- No właśnie, czego? Zrobimy sobie rybę albo warzywa, i jest fajnie. A tak poważnie - kim jest Jarosław Kaczyński, żeby mi mówić, co mam robić? Co mam myśleć? Co mi wolno? Uważam, że wolno mi wszystko, co nie jest zabronione przez prawo. W całej reszcie ja wybieram, z czym się zgadzam. Kierując się sumieniem. Nie przekraczam też progu, gdzie się zaczyna wolność drugiego człowieka i tym ograniczam swoją. I nie będzie mi jakiś facet urządzał mi mojego myślenia, mojego sumienia i w dodatku nie będzie mi mówił, kim jestem.

Jerzy Radziwiłowicz w przedstawieniu 'Prolog', reż. Michał Zadara (fot. Bartosz Bobkowski/AG)Jerzy Radziwiłowicz w przedstawieniu 'Prolog', reż. Michał Zadara (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Widzę, że te epitety w panu siedzą.

- Bo ja ich żadnymi epitetami nie określam. Mówię o nich ludzie władzy, mówię minister, mówię premier. A przecież z ich strony obserwujemy jakąś okropną mowę nienawiści od czasu katastrofy smoleńskiej, odkąd co miesiąc zaczęli robić te parteitagi na Krakowskim Przedmieściu udając, że to są msze. Ile tam padło i pada słów nienawistnych pod adresem różnych ludzi, ile bezpodstawnych oskarżeń.

Wie pani, staram się ugryźć w język, bo uważam, że nie możemy innych ludzi nazywać w odwecie podobnymi epitetami. Niech sobie zarezerwują taki język. To nie jest mój język.

To nie tylko język. Kaczyński oznajmił, że będzie realizował swoją wizję, nawet gdyby miał na tym ucierpieć rozwój gospodarczy kraju.

- Był kiedyś w Polsce taki wicepremier, który powiedział, że nieważne czy Polska będzie biedna czy bogata, byleby była katolicka. Człowiek głębokiej wiary powiedział, co ma na myśli. Piękna idea, ale w praktyce takie podejście jest niszczące, rujnujące, prowadzące na manowce. Budujmy, ale bądźmy powściągliwymi katolikami. Opowiadanie, że Polska odzyskała samodzielność, suwerenność, wstała z kolan i nie wiem, co jeszcze, to nazywanie rzeczywistości słowami, które się z nią zupełnie nie zgadzają. Bo jest dokładnie odwrotnie. Kiedy śledzimy, jak dziś wyglądają nasze kontakty zagraniczne, czyli to, co powinno Polskę umacniać, to jest to jakieś chodzenie po kątach. I oni to nazywają dumnym chodzeniem z podniesioną głową. W ostatniej rozmowie z kanclerz Niemiec Kaczyński miał się podobno zgodzić z tym, że część Europy pójdzie do przodu, a Polska zostanie na boku. Jeżeli to jest patriotyczne działanie dla dobra kraju, to ja chyba nie rozumiem tego języka.

Ja też mam inną definicję patriotyzmu.

- I właśnie zbiór tego wszystkiego powoduje, że jest się czym martwić. W różnych tekstach w gazetach jedni snują analogie do PRL-u, inni twierdzą, że to przesada. Ja uważam, że analogie są pomiędzy czymś, co jest systemem autorytarnym, władzą autorytarną, a tym, co buduje PiS, a co ja odczuwam jako zbliżanie się do takiej władzy. Gospodarczo nie będzie tak, jak było w PRL, bo w sklepach będzie wszystko, nie tylko ocet. Tylko ta sfera niematerialna wyraźnie jest zawłaszczana i brana w garść.

Jest pan odważny w swoich osądach. Nie boi się pan?

- Ataki na mnie były i są. Wiem, bo choć nie operuję takimi narzędziami jak Facebook czy Twitter, to czasem mi ktoś coś pokaże. Czy się boję? Tego, co napiszą, nie ma się co bać. Życie staje się nieprzyjemne, gdy w grę wchodzi lęk nie o to, że zrobiło się coś złego, tylko o to, że wypowiedzenie własnego zdania może mieć nieprzyjemne konsekwencje.

Pewnie kojarzy pan historię nauczycielek, które przyszły do szkoły ubrane na czarno i mają problemy.

- Uniewinniono je w końcu, ale dano im do zrozumienia, żeby uważały. Wie pani, lęk jest rzeczą ludzką, każdy ma prawo się o siebie bać. Ale lęk z pewnych powodów jest rzeczą, która budzi niesmak do samego siebie. I dlatego trzeba go przeskoczyć.

Źle by się pan czuł, gdyby się pan bał?

- Tak. Po prostu. Emocje można zracjonalizować i odpowiedzieć sobie, z czym się nie chce żyć i na co się nie wyraża zgody. Pani mnie o coś zapyta, a ja się mam wykręcać, bo boję się, że poniosę konsekwencje? Albo nic nie powiedzieć? Czasami człowiek przecież patrzy na siebie w lustrze.

I chciałby móc na siebie spojrzeć...?

- Spokojnie. Bez niesmaku. / http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,1521 ... tml#TRwknd /

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 02 sty 2018, 9:39

Jan Woleński
POLITYKA

Politycy PiS nie przyjmują do wiadomości, że Polska jest w UE

Nawet jeśli Unia Europejska nie nałoży na Polskę sankcji, reputacja naszego kraju już znacznie ucierpiała, a może być jeszcze gorzej.

Unia Europejska

Egzamin z prawa międzynarodowego zdawałem kilkadziesiąt lat temu. Dobrze jednak pamiętam dwie zasady. Po pierwsze, państwo jako podmiot prawa międzynarodowego jest wiązane swoją wolą i tylko nią. Po drugie, ograniczenia zasady pierwszej wynikają z podjętych zobowiązań, ważnych w obliczu prawa międzynarodowego. Spornym było i jest, czy owe zobowiązania obejmują także zwyczaj międzynarodowy.

Niektóre niuanse tłumaczono przykładem Ligi Narodów (LN). Chociaż LN powstała z inicjatywy USA, państwo to nie wstąpiło do tej organizacji z uwagi na zasadę „Ameryka dla Amerykanów”. Z LN wystąpiły m.in. Japonia, Niemcy i Włochy, wszystkie po to, by swej polityki nie krępować zobowiązaniami wypływającymi z członkostwa. Związek Radziecki został wykluczony po inwazji na Finlandię w 1940 roku. ONZ zastąpiła LN. Działa podobnie jak jej poprzedniczka, chociaż ma większe kompetencje, np. w materii interwencji w przypadku niektórych konfliktów. Na razie żadne państwo członkowskie nie zostało wykluczone z ONZ.

Unia Europejska jest zupełnie nowym typem organizacji międzynarodowej. Ma osobowość prawną i działa na podstawie traktatu o jej funkcjonowaniu, ratyfikowanego przez państwa członkowskie. Oto początek art. 7, uruchomionego przez Radę Europy wobec Polski:

„1. Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia. Rada regularnie bada, czy powody dokonania takiego stwierdzenia pozostają aktualne.

2. Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2”.

Dalsze punkty stwierdzają możliwe następstwa uruchomienia procedury, o której mowa, przy czym osobliwie ważny jest punkt: „Obowiązki, które ciążą na tym Państwie Członkowskim na mocy Traktatów, pozostają w każdym wypadku wiążące dla tego Państwa”.
Polska jest w UE, traktatów przestrzegać musi

Ponieważ Rzeczpospolita Polska podpisała i ratyfikowała wspomniany traktat, kompetencja stosownych organów unijnych do procedowania art. 7 wobec RP jest bezsporna. A zatem wszystkie dywagacje, że uruchomienie art. 7 jest wtrącaniem się w wewnętrzne sprawy polskie, są zwyczajnie bezprzedmiotowe i przypominają tłumaczenia władz PRL, dlaczego taka lub inna konwencja nie jest przez nie podpisana. Polska może oczywiście wystąpić z UE, ale dopóki tego nie uczyni, ma respektować zobowiązania traktatowe. Jasne, że kraj, wobec którego zastosowano art. 7, nie musi godzić się z oceną dokonaną przez instytucje europejskie i ma prawo do przedstawiania swoich racji, gdyż nic nie przesądza a priori o tym, że racje dla uruchomienia artykułu 7 są trafne. Niemniej ostateczny głos należy w tym wypadku do UE, przynajmniej do momentu pozostania inkryminowanego państwa we Wspólnocie.
Niektórzy politycy polscy rozumieją i zapowiadają, że będą tłumaczyć polskie racje na forum europejskim i ich bronić. To jest racjonalne stanowisko, niezależnie od tego, czy te poczynania zostaną zakończone sukcesem. Można zrozumieć ostrą retorykę tych zapowiedzi, bo tak zawsze było w stosunkach międzynarodowych. Jak to będzie w praktyce, zobaczymy.
Łaska Orbána na pstrym koniu jeździ

Rokowania nie są zbyt zachęcające. Pan Duda porównuje status sędziów w Polsce i USA, zapominając, że tam są nieusuwalni, a także że w Polsce nie obowiązuje konstytucja amerykańska. Standardowy argument jest taki, że (cały czas chodzi o sędziów) polskie prawodawstwo nie różni się, poza szczegółami, od reguł obowiązujących w innych (czy większości) krajów europejskich. Specjaliści wykazali jednak, że tak nie jest, nie mówiąc już o treści polskiej ustawy zasadniczej. Sprawa dotyczy zresztą nie tylko sądów, ale respektowania wartości określonych w prawie unijnym.

Są jednak tacy oficjele, którzy zdają się w ogóle nie rozumieć, w czym rzecz. Oto wysoki urzędnik państwowy (nie odnotowałem nazwiska) opowiada w radiu, że spór dotyczy tego, czy UE ma być jednym państwem czy Europą ojczyzn. Ten ekspert zapewne nie wie, że terminy „Europa jako jedno państwo” i „Europa ojczyzn” nie należą do słownika prawa europejskiego, ale są elementem mniej lub bardziej sentymentalnych debat.

Traktaty europejskie nie mówią ani o europejskim monopaństwie, ani o federacji ojczyzn, ale dość jasno ustanawiają prawa i obowiązki państw członkowskich oraz formalne drogi ich egzekwowania. Pan Małecki, podsekretarz stanu w MSZ, opowiada, że Komisja Europejska nic nam nie może zrobić. Ten znawca akurat ma rację, tyle że KE nie zamiaru nic robić Polsce, bo już uruchomiła stosowną procedurę. Kolejne kroki należą już do innych organów, a to, czy dalsze kroki przeciwko Polsce zyskają wystarczające poparcie w Radzie Europy czy Parlamencie Europejskim, jest sprawą otwartą.

Pan Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, gromko oświadcza, że nic nam nie zrobią, i jest pewien, że p. Orbán obroni Polskę, aczkolwiek jakoś nie konotuje, że samo uruchomienie art. 7 jest obciachem, by użyć młodzieżowego slangu, a łaska Orbána może pojechać na pstrym koniu. Mój wielki faworyt, p. (nie byle) Jaki, znalazł proste wyjaśnienie sytuacji i wyjawił, że KE zareagowała na to, że „Polska zaczyna być państwem podmiotowym, przestaje być kolonią, z której można wyprowadzać pieniądze. Budujemy centralne porty lotnicze, odbudowujemy handel, żeglugę”, przy czym wskazał, że chodzi o żeglugę bodaj w pobliżu Kędzierzyna-Koźla. Tedy nie chodzi o praworządność, ale o interesy – skonkludował p. Jaki swoją nie byle jaką tyradę.
Niech nas Unia pocałuję w...

TVP nie pozostała w tyle. Słynne paski informowały, że p. Timmermans przeszkadza, aby Polacy reformowali swój kraj. Dwie wypowiedzi zasługują na specjalną uwagę. Pan Ziemkiewicz, znany z diagnoz, nader celnych i ubranych we właściwe formy, dał następujący głos: „Ale co się tak trzęsiemy nad tą Unią? Wzięliśmy już, co było​ tam do wzięcia, więcej nie będzie i czas wypierdzielać, jak sami ułatwiają...”. Ot, proste, żołnierskie słowa jednego z filarów programu „W tyle wizji” (TVP Info), zapewne powstałe w tyle głowy (lub zgoła gdzie indziej).

A p. Janecki, inna wielka gwiazda prawicowej publicystyki, przedstawiający się jako fizyk kwantowy, filozof, historyk sztuki, dziennikarz, 400-metrowiec, sceptyk (można dostać zawrotu głowy od tych wielorakich specjalności), dyskretnie nawija: „Ważne oświadczenie polityczne: Szanowna Komisjo Europejska, Szanowny Panie Przewodniczący Fransie Timmermansie – pocałujcie nas w dupę”. Nowy Tuwim nam się narodził, ale znacznie mniej oryginalny, a na dodatek gadający prozą, pewnie kwantową.

Wyjaśnienie à la (nie byle) Jaki znalazło istotne uzupełnienie w postaci wskazania na donosicielstwo tzw. totalnej opozycji, czyli Targowicy bis. Celuje w tym p. Saryusz-Wolski. Ten jegomość, który ubrdał sobie, że ma szanse na objęcie stanowiska przewodniczącego Rady Europy, od swego walnego sukcesu w postaci wyniku 1:27 ostatnio ujawnił: „To ona [totalna opozycja] tę akcję wymusiła. Donosili, błagali, żebrali, nadzorowali. Użyli też Tuska. Działali jak współczesna Targowica”.
Wygląda na to, że p. Saryusz-Wolski wszystko to słyszał na własne uszy i widział na własne oczy. Nasuwa się myśl Leca: „Najwierniej podtrzymują mity – najmici”. Nie wiem, czy, a jeśli tak, to jaką gratyfikację ma otrzymać p. Saryusz-Wolski za swoje awanse na rzecz dobrej zmiany. Niewykluczone, że otrzyma posadę ambasadora w San Escobar. Nie można jednak wykluczyć, że zostanie ministrem spraw zagranicznych w wyniku zmian w rządzie zapowiadanych na okres po 6 stycznia 2018 roku. Nominacja ta na pewno wzmocni reputację Polski na świecie.

Na razie p. Saryusz-Wolski zapewnił, że Czechy nie poprą sankcji wobec Polski. Odpowiedziano mu, że oparł się na wypowiedzi z września i wyrwanej z kontekstu. Chyba jednak warto by nakręcić serial o przygodach dobrego Wolaka Saryusza, ciągle mylącego Polskę z Wolską. Scenariusz mógłby napisać sam p. Marcin Wolski, zapewne przygotowujący, gdzieś z tyłu wizji, kolejną szopkę sylwestrową.
Brudy prać we własnym domu

Wyżej napisałem o mitach. W samej rzeczy opowiadanie o donosicielstwie jest jawnym nieporozumieniem. Parlament Europejski jest wybierany w powszechnej elekcji, a eurodeputowani reprezentują nie tylko kraj, którego są obywatelami, ale także całą UE. Skoro mówią publicznie poza parlamentem – słusznie lub niesłusznie, ale to inna sprawa – że władze polskie nie przestrzegają ustawy zasadniczej obowiązującej w RP, nie widać powodu, aby milczeli w tej sprawie na forum europejskim, bo inaczej naruszaliby swoje obowiązki wypływające ze sprawowania mandatu.

To, że mają przy tym rozmaite dylematy, jest widoczne po sposobie głosowania, wstrzymującego się lub nie. Zarzut donosicielstwa przypomina mentalność pani Dulskiej, że brudy należy prać we własnym domu. Być może promotorzy dobrej zmiany tak właśnie uważają, ale to ich sprawa. Sami zresztą organizowali wysłuchania publiczne w Brukseli przeciwko ówczesnym władzom polskim, ale o ile pamiętam, nikt im wtedy nie stawiał zarzutu donosicielstwa.

Wygląda na to, że tropiciele spisku opozycji przeciw Polsce na serio wierzą, iż nikt by się nie dowiedział o takich lub innych faktach motywującej akcję KE, gdyby nie Tusk i inni „targowiczanie”. Bo nie ma korespondentów zagranicznych, ambasad zapewne sporządzających tygodniowe lub nawet dzienne raporty dla swoich rządów, bo nikt nie czyta polskiej prasy, nie ogląda telewizji, nie słucha radia itd. Gdyby nie wiadome donosicielstwo, tajemnicą byłyby poczynania dobrej zmiany wobec Trybunału Konstytucyjnego, cykliczne demonstracje, transparenty niesione w trakcie rozmaitych marszów, niewidoczne tylko dla p. Błaszczaka, nazywanie sędziów bucami, odwoływanie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przed upływem kadencji (dodanie nowej izby SN nie jest zmianą ustroju sądów ani zmianą okręgów sądowych), przypadki (czyste i tylko losowe) wszczynania postępowań przeciw sędziom (np. Kraków, Police), straszenia dziennikarzy przez Żandarmerię Wojskową i wiele innych przykładów naruszania prawa.

Tłumaczenie, że to „wina Tuska” lub „przez 8 lat był tak samo lub jeszcze gorzej”, jest naiwne, bo przypomina przysłowiowe „a u was biją Murzynów”. Jeszcze raz powtarzam: nawet jeśli nie będzie sankcji (oby ich nie było, gdyż rząd i tak się wyżywi, co zapowiedziała p. Mazurek, oczywiście swoimi słowami), reputacja Polski już znacznie ucierpiała, a może być jeszcze gorzej. Unia Europejska na pewno entuzjastycznie przyjmie prawdziwie historiozoficzne stwierdzenie p. Błaszczaka, że komunizm skończył się w Polsce 20 grudnia 2017 roku. Nie spodziewała się takiej gratki, że przyjęła do swego grona państwo komunistyczne. Jasne, że wyjściem z tej niezbyt komfortowej sytuacji jest uznanie słów p. Błaszczaka za marny dowcip. I tak zapewne się stanie. Jan Woleński POLITYKA /

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 04 sty 2018, 8:28

dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 06 sty 2018, 9:31

dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 07 sty 2018, 11:59

dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 08 sty 2018, 10:51

En Passant

Lepszy bandyta niż rasista
Daniel Passent

Mówiąc o napadach i innych ekscesach rasistowskich, minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak woli mówić o bandytach niż o rasistach. „Bandyta” brzmi jak gdyby bardziej ogólnie, bandyci trafiają się wszędzie, w każdym kraju jeden bandyta to nic strasznego, gorzej z rasistą, bo ten rzuca cień na swoje otoczenie, zapewne nie jest osamotniony.

W Loży Prasowej” (TVN 24) red. Paweł Lisicki usiłował stonować wypowiedzi na temat pobicia 14-letniej uczennicy w Warszawie przez osobnika krzyczącego „Polska dla Polaków!”. Zdaniem redaktora nie jest pewne, czy dziewczynka była ciemnoskóra, czy napastnik wznosił ten okrzyk, na razie niczego nie wiemy. A jak (i jeśli) się dowiemy, to będzie za pół roku albo i dłużej, kiedy prokuratura coś z siebie wydusi. Prawdopodobnie nic, bo domniemany sprawca zbiegł, a szkodliwość czynu znikoma.

Tak się złożyło, że wspomniana napaść miała miejsce dwa kroki od siedziby naszej redakcji, przed domem, w którym mieszka m.in. ambasador Jan Truszczyński, jeden z najbardziej zasłużonych polskich dyplomatów, główny negocjator przy wstępowaniu Polski do Unii, pierwszy przedstawiciel naszego kraju w Unii, a następnie (już nie w gestii MSZ) jeden z najwyższych urzędników (to niewłaściwe słowo) polskich w Unii Europejskiej.

Ambasador Truszczyński, widocznie mniej politycznie wyrobiony od niektórych powściągliwych publicystów, wystosował jednoznaczny list do ministra Błaszczaka, w którym pisze o „rasistowskim ataku w sercu Warszawy” i o „obrzydliwej napaści w biały dzień”. Rasizm w naszym kraju nie jest zjawiskiem marginesowym, pisze Truszczyński i oczekuje natychmiastowej reakcji na każdy przypadek bandyckiego rasizmu, zwłaszcza po haniebnych rasistowskich i nacjonalistycznych ekscesach na marginesie Święta Niepodległości.

W pełni ten list popieram i pozwalam sobie przypomnieć, że kolor skóry to jeszcze nie wszystko, czym kierują się rasiści, profesor UW Jerzy Kochanowski został pobity za to, że śmiał rozmawiać ze swoim niemieckim kolegą po niemiecku. Czasem i biały kolor skóry nie jest gwarantem, można podpaść mową, ubiorem, kolorem włosów lub kształtem nosa.

Fala imigrantów w Europie Zachodniej i Południowej na pewno przyczyniła się do wzrostu nastrojów szowinistycznych również w naszej części kontynentu. Na pewno przyczynili się do tego także ci, którzy mówią, że imigranci to zaraza, roznoszą choroby i pierwotniaki, i nie wpuścimy ani jednego. Do rasistowskich ekscesów nie są potrzebni imigranci, jeśli ich nie będzie, to się dobierze ze swoich bandytów, bo rasistów u nas nie ma.

En Passant blog POLITYKA

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 10 sty 2018, 13:59

POLITYKA
Adam Szostkiewicz

Zły początek Morawieckiego w Brukseli
PiS nie potrafi przyznać, że przez dwa lata doprowadził stosunki z Brukselą do kryzysu na tle deformy wymiaru sprawiedliwości.

Brukselskie rozmowy premiera Morawieckiego z szefem Komisji Europejskiej.

A więc fiasko. Kiedy politycy we wspólnym komunikacie z rozmów zapewniają, że dyskusja była konstruktywna, to znaczy, że na razie sprawa stoi w miejscu. Ta sprawa to praworządność w Polsce pod rządami PiS i stosunek tego rządu do Unii Europejskiej.

Nie ma dobrych wiadomości dla Polski. Może nadejdą po kolejnym spotkaniu obu polityków w lutym. A może nigdy. Bo sedno sprawy polega na tym, czego PiS nie potrafi: na przyznaniu, że przez dwa lata pisowski rząd doprowadził stosunki z Brukselą do kryzysu właśnie na tle deformy wymiaru sprawiedliwości.

Pewną nadzieję na poprawę stosunków pisowskiej Warszawy z unijną Brukselą wzbudziło powołanie na ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza. Radek Sikorski wystawił mu w internecie notę patriotyczną, co oznacza na prawicy pocałunek śmierci. Nowy szef dyplomacji podkreślił, że Unia Europejska jest priorytetem. Brzmi banalnie, ale nie w ustach członka rządu Morawieckiego.
Czy Tusk ma rację?

Do tanga Morawieckiego z Junckerem trzeba by doprosić Tuska. Szef Rady Europejskiej, która ma zdecydować, czy i jak ukarać rząd pisowski za łamanie porządku konstytucyjnego w Polsce, nie owija w bawełnę w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”: kiedy Polska przestanie dostawać od Unii fundusze, PiS, jeśli będzie u władzy, rozpocznie kampanię propagandową za wyjściem z UE.

Jeśli Tusk ma rację, to wtorkowe i lutowe rozmowy Morawieckiego z Junckerem są w istocie grą na zwłokę. Na krótką metę mają udobruchać Brukselę i zagadać kwestię praworządności w stylu „czarne jest białe”. Jest to zadanie beznadziejne, bo przecież Juncker i jego ludzie nie są amatorami. Na dłuższą – mają pisowski rząd z jednej strony uwiarygodnić w oczach Europy na zasadzie „wszystko lepsze niż tandem Szydło – Waszczykowski”.

Kto rozumie Unię, wie przecież, że z definicji nie dąży ona do wszczynania konfliktów z państwami członkowskimi, tylko stara się je rozładować. PiS to pokojowe i przyjazne nastawienie Unii chce wykorzystać do swoich celów, które nie pokrywają się z interesami Polski. Morawiecki i jego otoczenie po rozmowach trwali przy narracji pisowskiej. To wyklucza zdrowy kompromis między pisowską Warszawą i Brukselą. /POLITYKA /

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 11 sty 2018, 10:14


Czytać i wyciągać wnioski :


https://obserwatorpolityczny.pl/?p=52103

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 12 sty 2018, 8:41

dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

Re: MULTIPLEX DO KOMUNIKACJI

Postautor: dziad proszalny » 13 sty 2018, 12:28

POLITYKA
Piotr Pytlakowski

Frasyniuk wypowiedział posłuszeństwo prokuraturze Ziobry
Frasyniuk kontra państwo PiS
Wezwanie do prokuratury w charakterze podejrzanego ma charakter politycznej represji, przygotowanej na polecenie funkcjonariuszy PiS – pisze w oświadczeniu Władysław Frasyniuk .

Legendarny działacz Solidarności z czasów PRL wypowiedział posłuszeństwo prokuraturze kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę. Władysław Frasyniuk został wezwany do prokuratury okręgowej w Warszawie w charakterze podejrzanego. To konsekwencja jego udziału w tzw. kontrmiesięcznicy 10 lipca 2017 roku. Został wtedy wraz z innymi uczestnikami manifestacji wyniesiony z Krakowskiego Przedmieścia przez policjantów. Teraz odmówił stawienia się przed prokuratorem. W specjalnym oświadczeniu wyjaśnia powody swojej decyzji. Oto oświadczenie Władysława Frasyniuka:

W związku z wezwaniem mnie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie na 12 stycznia 2018 roku – w charakterze podejrzanego o popełnienie przestępstwa z art. 222 par. 1 kk. podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej – oświadczam, co następuje.

Sprawująca obecnie władzę w Polsce koalicja Prawa i Sprawiedliwości przeprowadziła w trybie niezgodnym z Konstytucją RP zmianę ustroju naszego państwa z demokratycznego na system autorytarny. Notariuszem dla tego haniebnego procesu stał się urzędujący Prezydent RP.

Partia rządząca zdetonowała filary demokratycznego państwa prawa, które w demokratycznych warunkach stanowią ochronę i gwarancję uczciwości państwa wobec obywateli.

W latach 2015–2017 Polska i Polacy zostali pozbawieni podstawowych konstytucyjnych praw i instytucji: Trybunału Konstytucyjnego, prawa do wolnych zgromadzeń, niezależnych i wolnych sądów oraz niezależnej prokuratury, w tym najważniejszych instytucji wymiaru sprawiedliwości – Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa, mających zgodnie z Konstytucją RP stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Władza ingeruje w prawo do wolnych i uczciwych wyborów oraz prawa do godności, równości i szacunku we własnym kraju oraz za granicą.

Policja, która powinna stać na straży wolności i bezpieczeństwa obywateli, staje się współczesnym oddziałem ZOMO.

Niezależni prokuratorzy zostali podwładnymi funkcjonariusza partyjnego w funkcji Prokuratora Generalnego, Zbigniewa Ziobry, sprawującego równocześnie władzę nad sądami, będącymi ostatecznym narzędziem do wymierzania kar wobec wolnych obywateli.

Wobec doręczonego mi wezwania Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w celu przedstawienia mi zarzutów, oświadczam:

1. Nowelizacja Prawa o zgromadzeniach, wprowadzająca pierwszeństwo dla tzw. manifestacji cyklicznych, jest niezgodna z obowiązującą Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.

2. 10 czerwca 2017 roku zostałem bezprawnie zatrzymany przez funkcjonariuszy policji w trakcie legalnej manifestacji zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Obywatele RP”.

3. Wezwanie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 3 stycznia 2018 roku w charakterze podejrzanego, które mi doręczono, ma charakter politycznej represji, przygotowanej na polecenie funkcjonariuszy Prawa i Sprawiedliwości.

4. Sąd, pomimo osobistej uczciwości sędziów do niego delegowanych, który w przyszłości miałby rozpatrywać zarzucany mi przez prokuraturę czyn, w związku z ustawami sądowymi podpisanymi przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę w lipcu oraz grudniu 2017 roku działał będzie na mocy przepisów niezgodnych z Konstytucją RP. Instytucja ta nie ma zatem podstaw prawnych ani moralnych do orzekania w sporze między państwem a obywatelami, których prawa podstawowe zostały naruszone przez ustawodawcę (Sejm i Senat) oraz prezydenta Polski.

Obecna sytuacja w Polsce, pamięć historyczna z czasów komunizmu, a także osobiste doświadczenia z czasów „Solidarności” oraz dramatycznego dla naszego państwa Stanu Wojennego są powodem, dla którego nie stawię się na wezwanie władzy stawiającej się ponad prawem.

Dzisiejsze czasy wymagają od nas, obywateli, jednoznacznej postawy w obronie konstytucji i wartości demokratycznego państwa prawa.

Władysław Frasyniuk, 12 stycznia 2018, Wrocław

dp
dziad proszalny
 
Posty: 3304
Rejestracja: 07 lut 2014, 17:09

PoprzedniaNastępna

http://www.forummlm.pl/YaBB.pl?board=reklamy;action=display;num=1386957711

Wróć do OffTopic

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość